Czy zdarzyło Ci się kiedyś podać swojemu psu albo kotu przysmak tylko dlatego, że… patrzył? A może „na wszelki wypadek”, bo dobrze zareagował, bo był grzeczny, bo ktoś inny w domu też mu dał, więc głupio nie dać? Jeśli tak – jesteś w gronie większości opiekunów. Tylko że niestety, takie „niewinne” smaczki potrafią z czasem dodać się do bardzo realnych nadmiarowych kalorii.
Przysmaki pełnią w życiu zwierząt ważną rolę – są nagrodą, motywatorem, budują więź i dają radość. Ale jak wszystko w życiu, i one mają swoje granice. Pytanie brzmi: gdzie przebiega ta granica i jak ją mądrze ustalić?
Nie chodzi przecież o to, żeby zupełnie zrezygnować ze smaczków. Chodzi o to, by je podawać z głową – świadomie, rozsądnie, a jednocześnie z zachowaniem przyjemności. Ten artykuł jest właśnie o tym: jak policzyć, ile przysmaków można dać, by nie przekarmić, nie zaszkodzić i nie odbierać sobie tej małej radości, jaką jest merdający ogon albo mruczenie po nagrodzie.
Przysmaki – dodatek czy problem?
Na pierwszy rzut oka to tylko kilka kostek, ciastek czy kawałków suszonego mięsa. Wydają się tak małe, że aż nieistotne. A jednak – mogą stanowić spory procent dziennego zapotrzebowania kalorycznego Twojego pupila. I to bez względu na to, czy masz yorka, buldoga czy kota o królewskim apetycie.
Przykład? Dorosły pies o wadze 10 kg potrzebuje ok. 550 kcal dziennie. 10% z tego to zaledwie 55 kcal. Łatwo je „przekarmić” – 3 większe smaczki i… już po limicie. A jeśli masz w domu kilka osób, które „też chcą dać coś fajnego” – kontrola może szybko ulecieć.
Właśnie dlatego dietetycy zwierzęcy (np. z AKC czy Darwin’s Pet Food) zalecają stosowanie tzw. zasady 10%: nie więcej niż 10% dziennej dawki kalorii powinno pochodzić z przysmaków. Proste? W teorii tak. W praktyce – nieco trudniej, bo niewiele osób wie, ile kalorii ma przysmak, który właśnie trzyma w ręku.
A ile kalorii potrzebuje mój pies lub kot?
To trochę jak pytanie: „Ile je dorosły człowiek?”. Zależy – od wieku, trybu życia, zdrowia, płci, masy ciała… Ale można przyjąć pewne orientacyjne wartości:
- średni pies ważący 10–15 kg: około 500–700 kcal dziennie,
- kot o masie 4–5 kg: zwykle 200–250 kcal dziennie.
Jeśli więc trzymasz się zasady 10%, daje Ci to 50–70 kcal na przysmaki dla psa i 20–25 kcal dla kota. Tyle i aż tyle. Przy małych, lekkich trenerkach to sporo – możesz podać nawet 10–15 sztuk. Ale jeśli dasz dwa większe kawałki suszonej wątroby albo smaczki obtłuszczone z dodatkami – limit może się skończyć, zanim pies pomyśli „jeszcze?”.
Przysmak przysmakowi nierówny
Na etykiecie wszystko wygląda podobnie: „naturalny przysmak”, „dla psa każdej rasy”, „100% mięsa”… Ale jak wejdziesz w szczegóły – nagle okazuje się, że różnice są ogromne. Nie chodzi tylko o skład, ale przede wszystkim o kaloryczność i wielkość porcji.
Weźmy dla przykładu przysmaki typu „trenerki”. Te małe kąski mają zwykle od 2 do 4 kcal na sztukę. Idealne do szkolenia, częstego nagradzania, codziennego użycia. A teraz porównaj je z większymi przysmakami w postaci mięsnych pasków – tam jeden kawałek może mieć nawet 25–30 kcal. Czyli… dziesięć razy więcej.
Brzmi groźnie? Nie, jeśli pies jest aktywny i nie dostaje nic poza tym. Ale jeśli taki przysmak to „dodatek do dodatku”, czyli jeszcze coś po spacerze, coś po obiedzie – no to robi się problem.
Dlatego, zanim sięgniesz po kolejną paczkę przysmaków, sprawdź nie tylko skład, ale i wartość energetyczną. Dobre marki – jak np. Mr. Bandit – podają te dane precyzyjnie: ile białka, ile tłuszczu, ile kalorii. To zdecydowanie ułatwia samodzielne oszacowanie ile przysmaków można podać pupilowi: „aha, ten kawałek ma 5 kcal, to mogę dać 10 dziennie” albo „ten mięsny burger to 30 kcal, więc jeden i koniec”.
Zresztą – to też jest dobre w markach premium: dają Ci wybór. Możesz podać coś mniejszego do treningu, coś większego do gryzienia wieczorem. I zawsze masz kontrolę.
Jak mieć kontrolę, nie tracąc przyjemności?
Jeśli chcesz mieć pewność, że nie przekarmiasz swojego pupila – zacznij od małego rytuału. Rano odmierz porcję przysmaków na cały dzień. Wrzuć je do małego pudełka albo kieszeni treningowej. Kiedy się skończą – to znak, że limit wyczerpany. To proste, ale skuteczne rozwiązanie.
To też dobry sposób na to, żeby każdy z domowników wiedział, ile danego dnia pupil może dostać smaczków. Częstym problemem nie jest to, że jedna osoba daje za dużo przysmaków, ale że wszyscy dają po trochu. Przy wyliczonej i naszykowanej ilości smakołyków łatwiej jest zachować nad tym kontrolę.
Możesz też spróbować podzielić przysmaki na „małe” i „duże”. Te pierwsze – do ćwiczeń, nagród, podczas spaceru. Te drugie – jako większy smakołyk wieczorem, do relaksu. Warto też mieszać smaki i tekstury, żeby pies lub kot się nie znudzili. Marka Mr. Bandit oferuje bardzo różnorodne opcje – od miękkich kąsków przez suszone paski po mięsne burgery. Wszystko z prostym, przejrzystym składem dobrym dla Twojego pupila.
Ostatnia uwaga: przysmak to nie miłość
Wielu opiekunów – i piszę to bez osądu – traktuje smakołyki jak formę czułości. I to zrozumiałe. Widzimy ten ogon, te oczy, to „dziękuję”… Ale uwaga: przysmak to nie zamiennik uwagi, zabawy, dotyku, kontaktu.
Twój pies nie potrzebuje pięciu kawałków mięsa, żeby wiedzieć, że go kochasz. Wystarczy, że usiądziesz obok, że pogłaszczesz, że pójdziesz z nim na dłuższy spacer. Kot? On doceni ciszę, wspólną drzemkę, ciepły koc i spokojny ton głosu. To jest prawdziwa więź.
Smaczki – niech będą dodatkiem. Czymś miłym, nagradzającym, ale nie głównym źródłem szczęścia.
Podsumowanie: Przysmaki potrzebują zasad
Trzeba to jasno powiedzieć: przysmaki same w sobie nie są problemem. To nie one powodują nadwagę czy choroby metaboliczne. Problemem jest brak świadomości, brak umiaru i brak wiedzy o tym, jak łączyć smaczki z resztą diety. Gdy jednak spojrzymy na nie jak na element planu żywieniowego – dokładnie tak, jak traktujemy karmę główną – wszystko zaczyna układać się w logiczną całość.
Dobre przysmaki mogą wspierać naukę, motywację, relację z opiekunem, a nawet zdrowie – jeśli są odpowiednio dobrane i dawkowane. Mogą być sposobem na dostarczenie dodatkowych witamin, poprawę pracy przewodu pokarmowego, wsparcie stawów czy higieny jamy ustnej. Ale wszystko to działa tylko wtedy, gdy mamy kontrolę nad ilością i jakością podawanych przysmaków.
Dlatego, zanim podasz kolejny smakołyk „na dobry humor”, zatrzymaj się na chwilę i zapytaj: czy to się jeszcze mieści w dzisiejszym limicie? Czy Twój pies lub kot rzeczywiście potrzebuje kolejnego smaczka – czy może bardziej chwili wspólnej zabawy, spaceru albo głaskania?
Świadome żywienie to nie rezygnacja z przyjemności, ale sposób na ich rozsądne dawkowanie. I właśnie tego życzymy wszystkim opiekunom – zdrowej równowagi, w której przysmaki pozostają smaczne, ale bezpieczne. A nasze psy i koty – szczęśliwe, aktywne i w dobrej formie przez długie lata.